9

CKŻ, ul. Meiselsa 17 – kawiarnia na dachu

3/7/2022

 

Kazimierz to idealne miejsce do chodzenia. Bolą mnie stopy po całych dniach niekończących się wędrówek ulicami tej dzielnicy.

 

Przejazd taksówką z Hotelu Eden do Muzeum Sztuki Współczesnej sąsiadującego z Muzeum Schindlera kosztuje 14 zł. Moja taksówka jedzie koło niebieskiego tramwaju. Na idealnie błękitnym niebie unosi się balon, identyczny jak ten, który pokazuję mojemu synowi w jego ulubionej książce z obrazkami. Co to jest? Łódź! A to? Pociąg! A to? Balon!. Taksówkarz mówi, że powrót z Muzeum Schindlera do Muzeum Żydowskiego będzie kosztował 50 zł.

 

Poranek był chłodny, ale teraz wyszło słońce. Stojąc w tym słońcu myślę o jasnej karnacji mojego dziadka. Myślę o jego blond włosach i jasnoniebieskich oczach których nie odziedziczyło żadne z moich dzieci. 

 

Na ulicy mija mnie czterech chasydów. Motocyklista ubrany na czerwono przepuszcza mnie na przejściu dla pieszych uprzejmie dając mi znak ręką. Ludzie tutaj są niezwykle mili.

 

Zastanawiałam się na zakupem trzech różnych strojów vintage. Okazja. Kobieta z second handu nie wie, skąd są te ubrania. „Z innych krajów, mogą być skądkolwiek. Trudno powiedzieć”, mówi. Chcę zapytać sprzedawczynię czy w tej sukience mógł chodzić ktoś, kto bił Żyda na ulicy, ale zamiast tego dzwonię do mojej siostry i mówię: „Co myślisz o tej białej sukience w różowe róże z bufiastą halką? Jest z lat pięćdziesiątych. Myślisz, że mogła ją nosić nazistka?

 

Tyle chodzenia. Zatrzymuję się, żeby odpocząć i siadam na kamiennych schodach jakieś instytucji publicznej.

Nie umiem trzymać się tak prosto jak dziadek.

 

To mój ostatni dzień i staram się wydać wszystkie złotówki które mam w portfelu: 12 zł na mrożoną kawę; 25 zł za kanapkę wegańską; 20 zł za torbę z hebrajskimi literami.

 

W Krakowie nie ma dla mnie nic, choć umiem odczytać wszystkie stare znaki wyryte na kamieniach domów.

Na Kazimierzu nie ma dla mnie nic, chociaż umiem odczytać wszystkie napisy na nagrobkach na cmentarzu Remu.

Umiem przeczytać wszystkie hebrajskie słowa, które zdobią fronty restauracji na Szerokiej.

Znam znaczenie żydowskich symboli umieszczonych na świetnie zaprojektowanych, drogich hipsterskich szkicownikach w księgarni przy synagodze Poppera.

Nie ma tu nic dla mnie, chociaż umiem przeczytać wszystko, czego ty, miejscowy czytelniku, nie umiesz.

W Polsce nie ma dla mnie nic, chociaż jest przesiąknięta krwią mojej rodziny.

 

*

 

Klątwy inspirowane Kazimierzem

 

Żeby wasza kultura zmieniła się w graffiti.

 

Żeby wasza kultura stała się pustą ozdobą uliczną.

 

Żeby licealiści zwiedzali wasze puste sale modlitewne.

 

Żeby nauczyciele licealni szeptali do uszu zmęczonych//znudzonych uczniów o waszych dawnych tradycjach.

 

Żeby sklep muzealny sprzedawał magnesy ze zdjęciami obozów, w których zgładzono waszych rodaków.

Żeby meleksy woziły turystów ulicami, włączając nagranie w pobliżu każdego historycznego miejsca, a głos młodej kobiety opowiadał wyważoną opowieść, niepoprawnie wymawiając niektóre słowa.

 

Żeby kamień, który upamiętnia zabicie 35 000 ludzi na ulicy Szerokiej, stał się miejscem na papierosa.

 

Żeby wasze modlitwy były odtwarzane przy muzyce granej dla turystów jedzących wątróbkę.

 

Żeby wasze modlitwy służyły za hipsterski element graficzny.

 

Żeby powstał festiwal mający uczcić waszą lokalną historię i kulturę, które zostały unicestwione oraz mający na celu naprawę tego, czego nie można naprawić.